poniedziałek, 6 września 2010

Widok z okna



Vis a vis mojego domu, na parterze urzęduje ekipa sezonowych robotników budowlanych (pisałam już o nich wcześniej "Ponoć nic nie ma za darmo. A ja coś mam"). Na zdjęciu typowy przedstawiciel tego gatunku.

Systematyka
Królestwo: zwierzęta
Typ: strunowce
Podtyp: kręgowce
Gromada: ssaki
Podgromada: ssaki żyworodne
Rząd: naczelne
Rodzina: człowiekowate
Plemię: Seasonal worker
Rodzaj: Bauarbeiter vulgaris

Występowanie
Terenem naturalnego występowania gatunków jest wschodnia i środkowa Europa. Można zaobserwować dwa ruchy migracyjne: ze wschodu na zachód kontynentu, oraz ze środowiska wiejskiego na tereny bardziej uprzemysłowione.

Morfologia
Wzrost – samiec 160-205 cm, samica (prawdopodobnie) 150-175 cm°
waga – samiec do 60-90 kg, samica (prawdopodobnie) 50-130 kg°
°Samice tego gatunku trudne w obserwacji ponieważ są gniazdujące.

Futro samca zwykle czarne, z wiekiem siwieje, a u starych osobników włosy wypadają (łysieją). Twarz owłosiona.

Pokarm
Bauarbeiter vulgaris żywi się głównie piwem puszkowanym, kiełbasą wieprzową, bułkami pszennymi. U grup samców zamieszkujących tereny mniej uprzemysłowione można zaobserwować mniejsze spożycie piwa, natomiast większe wina owocowego oraz wódki czystej zwykłej.

Tryb życia
Bauarbeiter vulgaris przejawiają cechy inteligencji, czego przejawem jest posługiwanie się narzędziami w celu zdobycia pożywienia oraz próby posługiwania się mową ludzką. Potomstwo liczne. Naukowcy zaobserwowali agresywne zachowania u większości przedstawicieli tego gatunku. Z powodu niskiej higieny samce gatunku dożywają zazwyczaj zaledwie 40-50 lat.

niedziela, 5 września 2010

Info organizacyjne

Od dzisiaj można komentować anonimowo - bez rejestracji.

środa, 1 września 2010

Dylemat moralny

Ironia losu... Jakiś czas temu wyobrażałam sobie właśnie TAKĄ sytuację i zastanawiałam się "co bym zrobiła". No i stało się.
Dostałam propozycję fuchy, dorobienia do pensji - wykonanie kilku ulotek, plakatu itp. Niby nic wielkiego. Ale, ALE! Dla jakiego podmiotu?! Dla kandydata do wyborów samorządowych z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. A ja tak nimi gardzę... I co robić? Toczę wewnętrzną walkę: odmówić i bez grymasu obrzydzenia robić sobie poranny mejkap... czy jednak przyjąć propozycję i wyszarpać kilka stówek.

Argumenty przeciw:
1. nie, nie sprzedam się, bo program i światopogląd przedstawicieli gatunku homoPiSus jest całkowicie sprzeczny z moimi poglądami (jakże moje serce się raduje, jak kolega Jarosław się błaźni a słupki lecą w dół).

Argumenty za:
1. Dramatycznie potrzebuję pieniędzy na zabieg w prywatnej klinice.
2. Osoba dla której mam to zrobić to mój kolega, z którym kiedyś robiłam "biznesy", a poza tym lubię go, mimo wszystko.

I co robić?
Koleżanka mi doradziła: "A tam, pierdol moralność. I tak nie wygrają. Pieniędzy potrzebujesz."
A jak wygrają? I to dzięki moim profesjonalnie wykonanym plakatom? A może spartaczyć robotę i dorobić temu koledze kilka pryszczy? Albo pogmerać w logo PiSu i niepostrzeżenie zamiast korony ustawić na łepetynie orzełka rogi? Albo zrobić komunikat podprogowy - taki znak wodny: NIE GŁOSUJ NA PiS.
Co robić?

niedziela, 1 sierpnia 2010

poniedziałek, 12 lipca 2010

Ostrożnie z konfiturami

Dzięki mojej mamie poznałam pewien fenomen telewizyjny - Moda na sukces. Średnio co pół roku oglądam to to i w 3 minuty orientuję się w akcji. Nie jest to trudne, bo główny wątek: Ridż jest z Bruk/Ridż jest z Tejlor od lat się nie zmienia. Dla urozmaicenia między Ridżem a Ridżem, zarówno Bruk jak i Tejlor bywają żonami mężczyzn bliżej lub dalej spokrewnionych z… Ridżem - ojciec, jeden brat, drugi brat, syn, teść…
Że też z tych związków dzieci im się rodzą takie ładne i zdrowe? Przy tak hermetycznej puli genetycznej powinny wychodzić same paralityki. Ale nie, okazy zdrowia i urody - żeby za 1000 odcinków Bruk mogła się zakochać do szaleństwa i spłodzić… kolejnego kochanka dla Tejlor.
Ta sodomia i gomoria tak to się ciągnie już 5071 odcinek. I nic się nie zmienia.
Tylko coś Ridż się postarzał… Bruk nic, zero, nawet się wylaszczyła na stare lata. Ale co się stało w twarz Tejlor? Jezusicku! W górną wargę ją strasznie osy pokąsały (w dolną też, ale mniej) i doznała jakiegoś głębokiego paraliżu mięśni twarzy. Bidula. To musi być straszna tragedia dla aktorki, bo przecież mimika jest głównym narzędziem pracy aktora. Ale jak to się mogło stać??? Że tak w usta ją pożądliły te wstrętne, agresywne owady? Chyba trąciła jakiś rój, podczas spożywania konfitur. Tylko po co smarowała sobie biust tymi konfiturami?

wtorek, 6 lipca 2010

"B" jedzie na wakacje

"B" przed wyjazdem z córką na wczasy do ciepłych krajów (na 6 dni!) opowiada, co ze sobą zabiera:
...mamy wieeelkie walizy, mnóstwo rzeczy jest potrzebne, np. bierzemy 4 balsamy do ciała, bo przecież: przed opalaniem, po opalaniu, potem człowiek spocony to trzeba wziąć prysznic, to też balsam potrzebny, po prysznicu. (przeznaczenia czwartego nie wyjaśniła).
Bierzemy też czajnik elektryczny, bo w trzygwiazdkowych hotelach nie ma lodówki, a ciepła cola jest ohydna i nie gasi pragnienia..."

niedziela, 4 lipca 2010

Jezusmaryja!!!!

Chyba zaraz osiwieję. O 23:00 Państwowa Komisja Wyborcza podała, że Komorowski wygrał z Kaczyńskim 1 procentem, ale że jutrzejsze, ostateczne wyniki mogą odwrócić sytuację.

Na zapalenie płuc można umrzeć...

Usłyszała fajne porównanie dotyczące dzisiejszego wyboru, przed którym zostaliśmy postawieni: angina lub zapalenie płuc. Na szczęście większość rodaków wykazała się podstawową wiedza na temat medycyny.

czwartek, 1 lipca 2010

Eh! Tak chociaż zdjęcie komórką...

Moja przyjaciółka z całą swoją rodziną leciała dzisiaj na egzotyczne wakacje. Bardzo żałuję, że z nimi nie poleciałam i nie dlatego, że tęsknię za luksusem śródziemnomorskich kurortów, ale dlatego, że chciałabym ich poobserwować w podróży.
Nieszczęśliwie się stało, że jej mąż, na kilka dni przed długo planowanym i wymarzonym urlopem zachorował na wyjątkowo paskudną i złośliwą anginę. Nie bardzo mógł mówić, miał wysoką gorączkę i ledwo powłóczył nogami z ogólnego osłabienia organizmu. Zaraził też starszą córkę (albo ona jego - spór trwa).
Jednak lekarze zezwolili im lecieć, pod pewnymi warunkami, że: podczas lotu będą mieli maseczki na twarzach (jak dr Burski albo Michael Jackson) z powodu szkodliwości klimatyzacji samolotowej, że zabiorą ze sobą walizkę leków (taką z tych mniejszych) i że przez 1 tydzień nie będą obciążać organizmów forsującymi zajęciami typu pluskanie się w basenie i wylegiwanie na słońcu.
Moja przyjaciółka natomiast cierpi na paniczny strach przed lataniem. Taka „lataniofobia”. W samolocie przestaje się kontrolować: szlocha, bluźni, żegna się z rodziną, ściska oparcia fotela siłą strongwomanki, doszukuje się usterek w kabinie oraz zarzuca pilotom niekompetencje i brak wystarczającej liczby godzin spędzonych w symulatorze lotów. Tym razem postanowiła zapobiec takiej niekontrolowanej reakcji organizmu i zabrała ze sobą silny psychotrop o działaniu uspokajającym.
Zatem, jedyną sprawną na ciele i umyśle w tej ekipie miała być najmłodsza córka – przedszkolaczka.
Eh, co ja bym dała, żeby ich zobaczyć.

Numerek

Wczoraj o 1 w nocy miałam dziwny telefon. Numer zastrzeżony, ale z ciekawości odebrałam. Najpierw usłyszałam sapanie i dyszenie a’la „sexilaski” z TVN Turbo. Ciekawość jednak nie pozwoliła mi się rozłączyć. Pomyślałam, że to jakiś "superśmieszny" żart, ale po kolejnych kilku ekstatycznych uniesieniach w końcu „sexilaska” przemówiła jękliwym głosem: „Kryśka, ja rodzę”.
Hmm. To chyba jednak nie żart. Po kilku próbach, z mojej strony, tłumaczenia, że ja to jednak nie Kryśka, skurcze zrobiły małą przerwę i „seksilaska” spokojnym głosem przeprosiła za pomyłkę i wytłumaczyła ją zdenerwowaniem.
Rozumiem. Nie mam żalu.

wtorek, 29 czerwca 2010

koleżanka "B" robi i mówi

robi:
1. Przed przyjazdem na kilka dni szesnastoletniego gościa z zagranicy (z zachodu!) "B"bierze urlop żeby:
- posprzątać szafki w kuchni,
- pomalować przedpokój,
- wynieść "zbędne" rzeczy męża w workach na śmieci w "bezpieczne miejsce",
- schować narzędzia męża za telewizor,
- pożyczyć ekspres ciśnieniowy do kawy od koleżanki,
- smażyć schabowe.
Usiłowała również pożyczyć obrazy na ściany od kolegi malarza, ale niestety kolega był zbyt zajęty.
2. W pracy "B" zaparza sobie herbatę w 4 kubkach równocześnie i oblewa przy tym blat lub siebie.

mówi:
1. Z podziwem dla Jolki zdolności kulinarnych: Jolka, pyszne jest to ciasto. Genialna jesteś! Taki bardziej garkotłuk!
2. O pewnej marce piwa: Frog in the fog.
3. Nie mam pojęcia co miała wówczas na myśli: Zapisałam się do genetycznie modyfikowanych organizmów... do takiej organizacji.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Dziwna sprawa



Pierwsza mapka przedstawia ziemie nasze po rozbiorach. Zwracam uwagę na żółty placek - to zabór rosyjski.
Druga mapka to wyniki tych wyborów po I turze. Ciemnoniebieski to część Polski, która głosowała na na Komorowskiego, jasnoniebieski na Kaczyńskiego.
Czy widzicie jakieś podobieństwo?

Planowane wysiedlenia

Wspólnie z koleżanką kompletujemy ekipę autobusu do Mongolii. Autokar (y - bo właściwie wielki konwój) mają wypełnić wszyscy ci rodacy, którzy NIE POFATYGOWALI SIĘ DO URN WYBORCZYCH! Jak się nie podoba, to WON!!!! TY CIEMNY, NIEWDZIĘCZNY, LENIWY NARODZIE! Dlaczego nie doceniasz wolności wyboru? Lepiej jak Austro-Węgier, Prus czy Rus (zwłaszcza u Rusa było świetnie!) za ciebie podejmuje decyzje? Fajnie też było jak Gomułka sterował. Co? A może tęsknicie za Adolfikiem. Wtedy było zajebiście...
Jak już pisałam na tym blogu, mam potworną niechęć do marnotrawstwa. Czegokolwiek. A tu, proszę 121 mln zł - taki jest koszt tych wyborów - i prawie połowa, bo 45,06% z tego została niewykorzystana - poszła w błoto. Tylko 54,93% uprawnionych ruszyło w niedzielę tyłki. Reszta nie raczyła podnieść z kanap swoich tłustych śmierdzących dupsk i łaskawie postawić krzyżyk. Tylko krzyżyk, kurwa mać, czy to taki wielki wysiłek?
A jakże pięknie by było, gdyby już w I rurze prezydent został wybrany. Ponoć budżet państwa zaoszczędziłby 13 mln! Jezu, 13 mln NASZYCH PIENIĘDZY.

piątek, 18 czerwca 2010

przerwa w transmisji

z powodu sesji egzaminacyjnej nadawanie zostaje zawieszone
przepraszam

piątek, 11 czerwca 2010

Koleżanka "B" mówi:

1. 11 czerwca "B" dzwoni do znajomej: Cześć, składam ci zaległe życzenia imieninowe, wiem, że to było w lutym...

2. "B" w kuchni rozmawia z kolegą, kierownikiem innego działu - świeżo upieczonym zaangażowanym tatusiem entuzjastą, na temat jego małego słodkiego synka:
K: ...
B: A kiedy dokładnie się urodził?
K: 20 kwietnia.
B: O, to tak jak Hitler!
K. -
B: To byk, czy już baran? Chyba byk? To lepiej, bo baran to najgorszy znak.
K: Baran, załapał się ostatniego dnia.
B: A nie, nie, to dotyczy tylko kobiet. Kobiety barany są straszne.
K: Moja żona jest baranem.

środa, 9 czerwca 2010

Ponoć nic nie ma za darmo. A ja coś mam

Vis a vis moich okien, po drugiej stronie ulicy, codziennie mam teatr za darmo. Przedstawienie pełnowymiarowe z fonią i wizją, za darmo! Chcąc nie chcąc, bo mieszkający tam lokatorzy nie uznają firan (wizja) i przez cały rok mają otwarte na oścież okna, nawet te w łazience (wizja jakości HD + fonia stereo, na tyle dobra, że słyszę psssstryk otwieranego piwa).
Stałymi lokatorami są: 2 kobiety, matka – zwana „z tyłu liceum z przodu muzeum” i córka - zniszczona życiem dyskotekowa lala oraz synek Lali - na oko sześciolatek i mam wrażenie, że od 3 lat nie rośnie. Oprócz stałych są zmienni, najczęściej kobiety, w różnym wieku, czasem ze swoimi dziećmi, czasem nastolatki a czasem nawet nastolatki mówiące po rosyjsku (?). Pojawiają się też panowie, choć rzadziej, zawsze łysi, młodzi i w spodniach od dresu. Kiedyś myślałam, że to jest jeden, ale po lampasach na spodniach zaczęłam ich odróżniać. Z rzadka też pomieszkuje jakiś kolega Liceum - ta figura jest zawsze z wąsami.
Mieszkanie jest bliźniacze z moim czyli 2-pokojowe, a ciągle gnieździ się tam 6-8 osób! Widać zgrani są, dobrze się dogadują, mają podobne zainteresowania... Ich najczęściej uprawiane hobby to: picie piwa, palenie papierosów i chodzenie po domu w samej bieliźnie. Podziwiam za silną wolę i systematyczność. Czasem też lubią potańczyć, poszarpać się, pokrzyczeć na siebie, biegać za sobą z drewnianą maczugą (chyba pamiątka z Zakopanego) z okrzykiem „Zajebię cię chuju” (to Lala za którymś Dresem) lub uprawiać seks na stojąco w toalecie, oczywiście przy otwartym na oścież oknie (to Liceum z Wąsem).
Są tam też 2 koty – piękne długowłose, wylegują się na parapetach i od czasu do czasu, w ramach kocich psot wynoszą coś z domu na dach. Ostatnio dyndał na rynnie czerwony stanik push-up a Lala kijem od miotły próbowała go ściągnąć.
Oglądam to przedstawienie od kilku lat i ciągle mnie nie nudzi. Akcja jest, momenty też, a wszystko za darmo.

A na parterze, w tym samym domu mieszka ekipa sezonowych robotników budowlanych. Co TAM się dzieje...

piątek, 4 czerwca 2010

koleżanka "B"


"B" mówi:
1. ...bezwonne pokoje alergików.
2. Jolka, jaka ty jesteś galapagos! - o tym, że Jolka szybko pracuje.
3. Coś, co podłącza się w nocy do prądu – ładowarka.

"B" robi:
1. Zmienia 3-4 razy dziennie rajstopy - grubość rajstop (podawana w DEN) zależy od temperatury, np. 30 den rano, 20 w południe...
2. Jak nie dosłyszy - to dopowie, np. ja mówię: Oglądałam wczoraj fajny film, B. pyta z drugiego pokoju: Co, co? Podglądał cie straszny zbir?
3. Każdy, kto wchodzi w zasięg wzroku B. jest błyskawicznie obsypany komplementami. Zawsze wypatrzy i doceni nowy szalik.
4. Większość plików zapisywanych przez B. na komputerze gdzieś znika - To czary jakieś.

(Uwielbiam ją)

Bolonia, Bolonia! - miło było, ale czas wracać na ziemię ojczystą

(kliknąć w obrazek żeby powiększyć)

poniedziałek, 24 maja 2010

Kozanów zalany...

na mojej dzielnicy wały jak galareta. Odra groźnie szumi swe odwieczne credo.

Trzeba się ewakuować.
Jutro lecę do Bolonii :-)))
Muszę sprawdzić jak smakuje prawdziwe spagetti bolognese z czerrrwonym sosem.
A propos, Bolonia nazywana jest czerwonym miastem z powodu: specyficznej architektury i dużego natężenia włoskich komunistów na metr kwadratowy.
Zobaczymy. Zdamy relację.

czwartek, 20 maja 2010

widmo powodzi

20 maja, Wrocław, Biskupin
13:50
Lekka panika
W firmie nie ma wody w kranach. Podobno na całym Biskupinie też nie ma i nie będzie w całym mieście. Ma nie być aż 4 dni.
W pobliskim sklepie nie ma już wody niegazowanej i tej w dużych baniakach.
Zostały półtoralitrowe gazowane i smakowe.
Podobno za godzinę może nie być prądu. Wysyłamy ostatnią stronę do drukarni z czerwcowego wydania.
Jola wyczytała w necie, że w Oławie na Odrze poziom wody ma być wyższy o 7 cm niż 1997 r.
14:30 operator sieci komórkowych ERA odmówił posłuszeństwa
14:35 jest w firmie woda w kranach. Rudawa, ale jest.
15:43 Jola wyczytała, że we Wrocławiu w sobotę rano ma być fala kulminacyjna

15:52 Z Gazety Wroclawskiej

Wrocław: Spadek ciśnienia wody, to efekt paniki
Wrocławianie masowo nabierają wodę do wanien i wiader, stąd znacznie obniżone ciśnienie w całym mieście. Z wyliczeń MPWiK wynika, że średnie dobowe zużycie wody wzrosło dziś we Wrocławiu do 13 mln metrów sześciennych, podczas gdy standardowe zużycie jest blisko dwa razy mniejsze i wynosi 7 mln metrów sześciennych.
MPWiK uspokaja, że wbrew krążącym plotkom, na chwilę obecną nie planuje wyłączenia wody.

http://www.gazetawroclawska.pl/stronaglowna/258095,czesc-wroclawia-zostanie-zalana-odra-juz-nie-plynie-swoim,id,t.html

wtorek, 18 maja 2010

Niestety

...nul, zero, nic sił.
Czekam na obniżenie poziomu wilgotności w środowisku i pdwyższenie poziomu enerii w organizmie.

niedziela, 16 maja 2010

Śnił mi się Cejrowski

... (nie pamiętam w jakich okolicznościach przyrody) i, że byłam ze wszystkimi swoimi sąsiadami na tanich wakacjach w Tunezji. Odpalam ci ja TV a tu… Cejrowski, a zaraz po nim Makłowicz w Tunisie. Dziwne…
A propos Cejrowskiego, ożenił się z tą panna wszechpolanką, czy nie, bo już zgupiałam? Szmatławce obwieszczają radosną nowinę – zainteresowany zdecydowanie dementuje na swojej oficjalnej stronie. W ogóle, to jego życie intymne jakieś tajemnicze jest, bo z Pawlikowską się rozwiódł, już kilka lat temu (tzn. dostali unieważnienie od kościoła) a w swoich programach na TVN Style ciągle operuje zwrotami „moja kobita”, „wracam do domu, do mojej baby” itd. Jak mniemam, nie cudzołoży z jakąś inną, nową partnerką, dziewczyną czy konkubiną, bo to nie po katolicku. Więc, o co kaman? Może te programy jakieś stareńkie? Hmm…
Ciekawa postać ten Cejrowski. Gawiedź go wielbi albo nim gardzi. A ja mam odczucia w wielu odcieniach szarości, bo z jednej strony lubię i cenię jego programy w TV. Moim zdaniem posiadają wszystkie przymioty interesującej, komercyjnej, dynamicznej telewizji (uczy i bawi). Ale, przede wszystkim, prowadzący jest „jakiś”, ma swój sznyt, swoje zdanie i jest inteligentny. A to, że paraduje w koszulce z wizerunkiem Matki Boskiej, kompletnie mi nie przeszkadza. Przeciwnie, przynajmniej jest „jakiś”. Ma prawo, jak i ja mam prawo nosić koszulkę z napisem „mam okres” (żałuję, nie posiadam takiej).
Nie zgadzam się natomiast z jego illegalistycznymi poglądami. Z tym, cała swoją duszą, zgodzić się nie mogę. Bo większość ludzików jednak MUSI mieć ten tor bobslejowy równy i wysoki, inaczej by wylecieli na manowce na pierwszym zakręcie, z powody głupich decyzji. A jeszcze by przy tym kogoś przypadkowego saneczkami zamordowali… Dlatego, dopóki, my naród, nie dojdziemy do tego etapu rozwoju, że wykolejeńców=głupków będzie mniejszość, dopóty podatki trzeba będzie płacić, z ufnością, że ktoś mądrzejszy zadba o gładkość, odpowiednią wysokość i kąt nachylenie toru, tak, żebyśmy się nie pozabijali. I jaszcze kask i ochraniacze zaprojektuje i każe nam je nosić. Ustawa o ograniczeniach emisji dwutlenku węgla do atmosfery MUSI BYĆ ustanowiona surowa i EGZEKWOWANA, parytety MUSZĄ BYĆ, jak najszybciej, segregowanie śmieci powinno być OBLIGATORYJNE, itd.

sobota, 15 maja 2010

Uroczy jest ten Pawlak Waldemar

Serio
http://www.tvn24.pl/2336487,28378,0,1,1,leki-premiera,wideo.html
http://www.tvn24.pl/2336493,28378,0,1,1,gadzeciarz,wideo.html

piątek, 14 maja 2010

Cytaty z "B"


Mam w pracy koleżankę – „B”. Uwielbiam ją! Gdyby nie ona, poroślibyśmy mchem...
„B” mówi:
1. Chuck Norris zdobył Oskara, za główną rolę.
2. Margaryna "Kasia" - fuuuuj!
3. K...., nie komputer!
4. (Przez telefon) Dzień dobry panu, chciałam powiedzieć, że dzisiaj świeci słońce i jutro ewentualnie też będzie.
5. Każdy ma swój koń.
6. Chrystus powiedział: Bądźcie oryginalni!
7. Drukarka mnie podnieca.
8. (A propos powściągliwego layoutu w czasopiśmie) Taka dyskrecja jest dobra, ale w księdze psalmów.
9. Krakowianki mają buźki w trójkąt.

„B” będzie miała swoje stałe miejsce na tym blogu.

czwartek, 13 maja 2010

polecam tego bloga

ja się kilka razy popłakałam ze smiechu

http://aaaby-sprzedac.blogspot.com/

Ambiwalencja uczyć

Brzydzi mnie a jednocześnie śmieszy (zupełnie jak przy zażyciu dużej ilości gałki muszkatołowej - rzyganie i ekstaza jednocześnie, ponoć) jak panie i panowie ze sztabów wyborczych walczą o nasze głosy. Wczoraj o 23:10 w programie TVP2 "Punkt widzenia" Jacek Bulterier-Kurski objawił nam się jako Pudel Kanapowy! Uśmiechał się przez cały program, powiem wprost, jak idiota. Niezależnie od emocji jakie nim targały. Przedstawiciele SLD i PO również przybierali maski pt: "po tragedii narodowej ta kampania prezydencka będzie inna - żadnego wyciągania dziadów z Wermachtu i zagłodzonych misiów z lodówek". Spin doktorzy nakazali się uśmiechać i emanować pozytywnymi emocjami, bo naród zmęczony!

Jaro już przeszedł pranie mózgu i wylał na Braci Moskali swą miłość. Wow! Jaka zmiana pawiana. Jestem pod wrażeniem, jak to człowiek może się zmienić. A i na pianinie człowiek sobie czasem Chopina zagra, czaju się ze srebrnego imbryczka napije, Mickiewicza z inkunabułu poczyta. Ten dzbanek to takie nawiązanie do ruskich samowarów, z tym że mniejszy i bardziej "zachodni" w formie. Zupełnie jak nasz kraj.
http://www.youtube.com/watch?v=BkmixnXhgxw

A pan Bronek Komorowski vel Karwowski jak to się pięknie wylansował z rodziną! Szacun, kak ich mnogo. Nawet pies i przodek z Desy się załapali (jak z "Czterdziestolatka" normalnie).
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/3292000,80269,7876592.html?back=/Wiadomosci/1,80269,7876586,wybory_2010__komorowski_w_kampanii_gra_rodzina.html

Napieralski Gregory został poddany pilingowi, maseczce z błota oraz głębokiemu nawilżeniu skóry (wszystko w salonie urody Adobe Photoshop). Cienie i wory spode oczu usunięte złagodziły lico, które jednakże nabrało takiego wyglądu jakby go osy pokąsały.
http://www.napieralski.com.pl/o-mnie
A tu:
http://www.fakt.pl/Napieralski-Siwy-brudny-partacz,artykuly,48952,1.html
James Gregory Dean!

Andriu Lepperu niezmiennie napawa mnie obrzydzeniem, choć ucieszyło mnie, że komisja jednak zezwoliła na prezia kandydować, bo przynajmniej z 1% głosów oszołomów Jarowi odbierze.

Smieszno i straszno!

autoreklama ;-)

środa, 12 maja 2010

PIELĘGNIARKA vs POLICJANT

Dostałam wczoraj propozycję od koleżanki, żeby dostać od jej męża w gębę, ewentualne zrzucenie ze schodów.
Koleżanka – pielęgniarka rozwodzi się z policjantem. Rozwód=Grunwald: z orzekaniem o winie, podziałem majątku i ustaleniem alimentów na 2 dzieci. Policeman od pół roku puka 20-latkę (od miesiąca z nią mieszka) a przed Sądem Najjaśniejszym zaparł się jak wół, że to „tylko znajoma”. Ona (gwiazda stacji benzynowej z oszałamiającym wykształceniem gimnazjalistki!) też nie przypomina sobie bliskich spotkań z policyjnym „Wacusiem”. Sms-y które słała na policjańską komórkę po nocach (naszpikowane postkopulacyjnymi wzdychaniami i karkołomną ortografią) były wysłane omyłkowo. Tak, Wysoki Sądzie, przez pomyłkę mi się tak wysłało. Kilka razy… bo ja taka trochę upośledzona jestem.
Pielęgniarka, z pomocą życzliwych ludzi, zna nowy adres męża i zamierza go zdemaskować. Chce się oczyścić z kalumnii, że ma paranoję. I zaproponowała mnie (bo mnie Policeman nie kojarzy), żebym zrobiła szczęśliwy gołąbeczkom surprajza i „mamy cię!”. A ja się do tego jakoś nie palę. Bo Chirurgia Szczękowo-Twarzowa przyjemnym miejsce nie jest.
Chociaż akcje śledzenia pt. „borsuk w norze” wspominam bardzo miło. Ale o tym innym razem.

Co mnie wku...

Kiedyś pewien stary wujek podzielił się ze swoim siostrzeńcem refleksją na temat własnej kondycji: „Wiesz jak jest… ogólnie jest w porządku, ale nie masz pojęcia, JAK MNIE WSZYSTKO WKURWIA!”
Jak ja tego wujka rozumiem. Mnie też wszystko wkurwia. Wkurwia mnie:
1.
http://www.youtube.com/watch?v=20Y-jDfCrn4&feature=related

Pan Jan Misjonarz-Pospieszalski i pani Ewa Wymoczona-Stankiewicz, którzy swoim wyrobem czekoladopodobnym „Solidarni 2010” utwierdzili moją mamę, że to Ruscy uknuli spisek smoleński i zabili prezydenta. Tak, tak to Ruscy wespół z Donkiem dobijali bagnetami tych którzy przeżyli katastrofę. Na pewno tak było, mamo.
Ponadto dziękuję panu Misjonarzowi i pani Wymoczonej za to, że w swojej wielkiej miłości do Boga, ludzi i Ojczyzny napawają optymizmem, wielką wiarą w człowieka i rozsiewają wszechogarniającą MIŁOŚĆ. Siewcy. Kurwa mać.
Niestety, ale mam takiego pecha, że większość tych, których spotykam na swej drodze, niosących na ustach cytaty poprzedzane zdaniem: „A, Pan Jezus powiedział…” to moralny tombak.

Mam takiego wujka (nie ten od „wkurwienia”, inny), który w każdą niedzielę i we wszystkie kościelne święta całą swoją wielodzietną rodzinę wiezie do kościoła na mszę. Ale przed mszą i po niej (czyli 6 dni i 23 h) cała ta wieloosobowa rodzina (łącznie z sześcioletnimi dziećmi) „kocha się” mocno: nożami, kijem od szczotki, kablami, kopami, pięściami, „spieralajami”, „kurwami”, „szmatami”, „bękartami”, etc. A najczulszy jest ów wujek (z pedofilskimi ciągotami notabene).

2. Rzuciłam palenie. Już tydzień. Szarpie mnie. Znowu palą w jakimś filmie.

3. Marnowanie jedzenia z pseudooszczędności. Moi rodzice - byli, odjechali. Znalazłam w lodówce starą, wyjątkowo śmierdzącą makrelę i kawałek równie starej polędwicy. A tak nie lubię nieświeżego jedzenia ale i marnowania jego. Ja się pytam - po co naraz, równocześnie, symultanicznie, równolegle w lodówce, dla 2 osób (1 dorosłej i dziecka): 4 gatunki sera (2 tanie, ohydne w posklejanych plasterkach), kawał polędwicy (obślizgłej, bez smaku, nafaszerowane chemią, z supermarketu), 3 makrele!, śledzie w oleju, 2 gatunki kiełbasy, 3 kostki margaryny Kasia, masło, śmietana 40%, śmietana 18%, majonez, jogurty (5 gatunków), drożdże (?!), 3 połówki cytryny, otwarte oliwki, ogórki, koszyk kiwi (15 sztuk?!), 2 otwarte dżemy, mleko i 40 jajek?

No, nie wiem. Pewnie z „oszczędności” bo promocja była.

Szpital

Byłam ostatnio w szpitalu. Chirurgia Szczękowo-Twarzowa. Pacjentów można było podzielić na 2 grupy: kobiety (wiek 33-49) z nowotworami jamy ustnej (język, policzki od środka, ślinianki) z przerzutami na kości szczęki, węzły chłonne i takietam. Druga grupa to przeważnie młodzi panowie: popodbijane oczy, obtłuczone ryje do drutowania. Zapuchnięte, wielokolorowe pasożyty, które przez swój brak wyobraźni, zdziecinnienie rozsiane i agresję hipopotama wykopywali z kolejki do zabiegów tych „planowych” – rakowców, ofiary błędów w sztuce stomatologicznej i pechowców (tych co się urodzili „nieteges”).
I tak sobie myślę, te „złamasy” (na własne uszy słyszałam, jak szanowne grono lekarskie tak się wyrażało o pacjentach) powinni płacić wyższe składki ZUS-owskie, na ubezpieczenie zdrowotne. No tak… tak by było sprawiedliwe.
Ale „panie-nowotwory” niby też powinny, bo w lwiej większości same sobie te cudeńka wyhodowały. Grzech zaniedbania, wrodzona niechęć do szczoteczki i pasty do zębów, papierosy (dużo papierosów), alkohol i rolada baleronowa.
No, tak, ale oni już swój przyszły dług wobec funduszu narodowego spłacili. W setkach, tysiącach maleńkich rat. W podatkach! W akcyzie na fajki, wódkę i roladę baleronową.
Zatem, większość złodziejskiego podatku z tych dóbr powinna być bezpośrednio przelewana elixirem na kliniki onkologii.
A co z tymi, którzy mają po prostu pecha? Oni są na zero z narodową skarbonką.
Tym współczuję.
Był też facet. Na jedno oko prawie nie widział z powodu jakieś choroby, w drugie dostał śrutem, jak był z dzieckiem na spacerze w parku. Ale pech.

intro


Na studiach kazano mi założyć bloga, na ocenę. No to założyłam. Będę tu wypisywać, co mi leży na wątrobie (chociaż i tak nikogo to nie interesuje).
Zatem, do dzieła!
Od dzisiaj nazywam się Miss Nerrva! (nie nerwal, nie narwal tylko nerrva od nerrrrrrrrrwów) :-))