środa, 12 maja 2010

PIELĘGNIARKA vs POLICJANT

Dostałam wczoraj propozycję od koleżanki, żeby dostać od jej męża w gębę, ewentualne zrzucenie ze schodów.
Koleżanka – pielęgniarka rozwodzi się z policjantem. Rozwód=Grunwald: z orzekaniem o winie, podziałem majątku i ustaleniem alimentów na 2 dzieci. Policeman od pół roku puka 20-latkę (od miesiąca z nią mieszka) a przed Sądem Najjaśniejszym zaparł się jak wół, że to „tylko znajoma”. Ona (gwiazda stacji benzynowej z oszałamiającym wykształceniem gimnazjalistki!) też nie przypomina sobie bliskich spotkań z policyjnym „Wacusiem”. Sms-y które słała na policjańską komórkę po nocach (naszpikowane postkopulacyjnymi wzdychaniami i karkołomną ortografią) były wysłane omyłkowo. Tak, Wysoki Sądzie, przez pomyłkę mi się tak wysłało. Kilka razy… bo ja taka trochę upośledzona jestem.
Pielęgniarka, z pomocą życzliwych ludzi, zna nowy adres męża i zamierza go zdemaskować. Chce się oczyścić z kalumnii, że ma paranoję. I zaproponowała mnie (bo mnie Policeman nie kojarzy), żebym zrobiła szczęśliwy gołąbeczkom surprajza i „mamy cię!”. A ja się do tego jakoś nie palę. Bo Chirurgia Szczękowo-Twarzowa przyjemnym miejsce nie jest.
Chociaż akcje śledzenia pt. „borsuk w norze” wspominam bardzo miło. Ale o tym innym razem.

2 komentarze:

  1. Justyna, policeman to dobrze ujął "znajoma". Ech, kiedy byłem młodszy o 7 kg, takie "znajome" to był miód na świeżą bułkę, były jak pierwszy łyk piwa w lipcu, jak rozległy cień w czasie żniw. Nie było wprawdzie wtedy sms, ale też działo się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko OK, ale nie polewa się miodem mielonki na bułce. Należałoby się zdecydować.

    OdpowiedzUsuń