środa, 12 maja 2010

Szpital

Byłam ostatnio w szpitalu. Chirurgia Szczękowo-Twarzowa. Pacjentów można było podzielić na 2 grupy: kobiety (wiek 33-49) z nowotworami jamy ustnej (język, policzki od środka, ślinianki) z przerzutami na kości szczęki, węzły chłonne i takietam. Druga grupa to przeważnie młodzi panowie: popodbijane oczy, obtłuczone ryje do drutowania. Zapuchnięte, wielokolorowe pasożyty, które przez swój brak wyobraźni, zdziecinnienie rozsiane i agresję hipopotama wykopywali z kolejki do zabiegów tych „planowych” – rakowców, ofiary błędów w sztuce stomatologicznej i pechowców (tych co się urodzili „nieteges”).
I tak sobie myślę, te „złamasy” (na własne uszy słyszałam, jak szanowne grono lekarskie tak się wyrażało o pacjentach) powinni płacić wyższe składki ZUS-owskie, na ubezpieczenie zdrowotne. No tak… tak by było sprawiedliwe.
Ale „panie-nowotwory” niby też powinny, bo w lwiej większości same sobie te cudeńka wyhodowały. Grzech zaniedbania, wrodzona niechęć do szczoteczki i pasty do zębów, papierosy (dużo papierosów), alkohol i rolada baleronowa.
No, tak, ale oni już swój przyszły dług wobec funduszu narodowego spłacili. W setkach, tysiącach maleńkich rat. W podatkach! W akcyzie na fajki, wódkę i roladę baleronową.
Zatem, większość złodziejskiego podatku z tych dóbr powinna być bezpośrednio przelewana elixirem na kliniki onkologii.
A co z tymi, którzy mają po prostu pecha? Oni są na zero z narodową skarbonką.
Tym współczuję.
Był też facet. Na jedno oko prawie nie widział z powodu jakieś choroby, w drugie dostał śrutem, jak był z dzieckiem na spacerze w parku. Ale pech.

2 komentarze: